niedziela, 18 lipca 2010

Piszą o naszym projekcie w Wyborczej

Operowy dyplom w AT

Na każdym przedstawieniu mają nadkomplety, recenzenci muzyczni widzą w nich przyszłość opery. W Teatrze Collegium Nobilium można oglądać studencki spektakl "Dydona i Eneasz - pisze Izabela Szymańska w Gazecie Wyborczej:

Zazwyczaj na przedstawienie wieńczące studia na wydziale reżyserii Akademii Teatralnej, a także szkół teatralnych w pozostałych miastach, studenci wystawiają dramat. Natalia Kozłowska, studentka IV roku wydziału reżyserii, postanowiła, że spełni swoje marzenie i wyreżyseruje operę.

Jako dziecko próbowała sił w szkołach muzycznych (w klasie fortepianu i skrzypiec), ale czuła, że to nie to. Kiedy jako dziewczynka zaczęła śpiewać w chórze Alla Pollacca przy Teatrze Wielkim, zachwyciła ją atmosfera tego miejsca i same widowiska operowe. Postanowiła, że zostanie reżyserką operową. W czasie studiów współpracowała w Teatrze Wielkim z Laco Adamikiem przy spektaklu "Dwa słowa", z Mariuszem Trelińskim przy "Orfeuszu i Eurydyce" oraz z Barbarą Wysocką przy "Zagładzie domu Usherów". Trzy różne spektakle, trzy podejścia do opery i trzy zupełnie inne utwory muzyczne.

- Kiedy zaczęłam myśleć o "Dydonie i Eneaszu" Henry'ego Purcella, doszłam do wniosku, że prawdopodobnie szkoła teatralna będzie jedynym miejscem, w którym będę mogła zrealizować ją w takim kształcie, w jakim sobie zamierzyłam. W operach jest inne podejście: nie mogłabym sama wybrać obsady, zadecydować, z jakimi muzykami chciałabym pracować - mówi.

Natalia opowiada, że sala Collegium Nobilium ma dobrą akustykę, nadaje się do wystawiania kameralnych oper. Do współpracy zaprosiła wokalistów - studentów Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i muzyków-znawców muzyki barokowej. - Wymyśliłam, że role wiedźm zaśpiewają kontratenorzy. Trudno znaleźć takie głosy, a akurat na wydziale wokalnym studiuje dwóch chłopaków, którzy mają taki rzadki dar. Więc mogłam zrealizować mój pomysł - mówi.

Od pierwszych dni na każdym spektaklu mają nadkomplety. Spektakl został bardzo dobrze oceniony: krytyczka "Polityki" Dorota Szwarcman pisała: "Dyplomantka AT zrobiła świetny spektakl: bardzo poetycki, subtelny, z dyskretną scenografią (Pauliny Czernek), wieloznaczny, ale niezmieniający sensu, idący za tekstem i za muzyką, a nawet traktujący je z czułością. Młodzi śpiewacy (pod opieką wokalną Anny Radziejewskiej) podeszli do muzyki bardzo świeżo i naturalnie; na głosy trafiłam atrakcyjne. (...) Naprawdę, przy oglądaniu takiego spektaklu można wciąż wierzyć w przyszłość opery".

Jednak praca nad dyplomem nie była łatwa. Oprócz wyzwań artystycznych przed reżyserką stanęły także wyzwania organizacyjne. - Szkoła przeznacza na spektakl dyplomowy pewną kwotę. A ja potrzebowałam 40 razy więcej. Przygotowałam ofertę sponsorską i chodziłam do różnych instytucji. Zdobyłam te pieniądze - mówi. Jak się to udało debiutującej 25-latce, skoro niezależne, uznane teatry mają z tym problem? - Wiele osób mi odmówiło, bo mają zasadę, że sponsorują tylko wydarzenia jednorazowe, nie chcą czy nie mogą sobie pozwolić na stałe dotowanie scen czy grup. Moim sposobem było, żeby prosić wiele osób, ale o małe kwoty - zdradza.

Przyznaje, że sytuacja reżyserów kończących Akademię nie jest łatwa. - W krakowskiej PWST Mikołaj Grabowski, profesor wydziału i dyrektor Starego Teatru, zaprasza swoich studentów do pracy: najpierw przygotowują etiudy, a jeśli się sprawdzą - pełnowymiarowe spektakle w Starym. U nas to kuleje - mówi. I z przekonaniem dodaje: - Ale jeśli ktoś wie dokładnie, jaki projekt chce zrealizować i ma determinację, to mu się udaje.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza